Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paznokcie. Pokaż wszystkie posty

Herome Nail Hardener Extra Strong...


...czyli o moich nadziejach pokładanych w Herome Nail Hardener Extra Strong.

Od 1.12. zaczęłam kurację osławioną w sieci odżywką Herome (czerwony kartonik). Szczerze mówiąc, o fakcie, że istnieje wersja delikatniejsza, dowiedziałam się dopiero po zakupie. 




Jakiś czas temu pozbyłam się manicure'u hybrydowego, który wykonywałam sobie sama. Jakość zastosowanej "hybrydy" zostawiała dużo do życzenia, bo bardzo szybko odchodziła (przy innym kolorze trzymały się bardzo długo!). Moje paznokcie stały się... papierowe. Nigdy nie były jakoś wyjątkowo mocne, ale teraz, kiedy pracuję i mam do czynienia z ciągłymi dostawami, kartonami, pudełkami - stały się one nie do zniesienia (dla mnie, perfekcjonistki).



Duże nadzieje pokładam w działaniu Herome. Dzisiaj mija 7 dzień stosowania kuracji (czyli jesteśmy w połowie). Co mogę powiedzieć na chwilę obecną? Ból. Okropny ból po nałożeniu, chociaż wczoraj wieczorem (odżywkę nakłada się na noc) bólu praktycznie nie było - dziwne... Zawsze po nałożeniu na paznokcie, miałam wrażenie, że włożyłam palce do żywego ognia. Tak, wiem, producent nie zaleca stosowania odżywki po zdjęciu "paznokci", jednak ja jestem w gorącej wodzie kąpana i musiałam ją wypróbować JUŻ. Spektakularnych efektów nie widać. Paznokcie są może minimalnie twardsze i rosną szybciej.

Zdaję sobie sprawę, że dopiero po zakończeniu kuracji, a nawet kilka tygodni później, widać różnicę. Płytka do tej pory powinna odrosnąć już wzmocniona. Na pewno nie omieszkam podzielić się z Wami moimi przemyśleniami, jak tylko minie trochę czasu :)



Pewnego dnia w Rzeszowie...


...czyli krótka relacja z nieoczekiwanej wycieczki na Podkarpacie :)

14 września miałam okazję (a dokładniej - moje paznokcie) uczestniczyć w szkoleniu firmy La Femme, a prowadzonym przez dwie moje przesympatyczne znajome - Annę Moj-Kowalską oraz Darię Duczek (Studio OBSESSION w Rudzie Śląskiej). O dziewczynach pisałam bodajże w grudniu, kiedy to również użyczyłam moich paznokci do stylizacji żelowej (mój piękny french!). 

Szkolenie odbyło się w Hotelu Prezydenckim i składało się z dwóch części - teoretycznej oraz praktycznej, w czasie której Daria wykonała stylizacje z wykorzystaniem żeli oraz lakierów hybrydowych. Bezwzględny szał wywołały dwie stylizacje - wężowa skóra na moich paznokciach oraz zdobienia biżuteryjne na paznokciach drugiej modelki, Patrycji. Paznokcie na palcach środkowych oraz serdecznych to hybrydy 3in1, a pozostałe - tradycyjne.




Moje hybrydowe węże wywołały duży zachwyt ze strony pań uczestniczących w szkoleniu. Po początkowej niechęci związanej z częścią teoretyczną (o czym przekonałam się słysząc rozmowę dwóch zblazowanych dziuń...), kiedy przechodziłam wśród rzędów, każda z zachwytem oglądała dzieła Darii, panie robiły zdjęcia i gratulowały talentu (a mi zgrabnych dłoni i paznokci ;)

Zdjęć zdobień biżuteryjnych niestety nie posiadam, ale zapraszam wszystkich na fanpage Studia Obsession oraz na bloga Darii, gdzie możecie zobaczyć, jakie cudeńka wychodzą spod jej sprawnych paluszków ;)

Poniżej kilka kadrów z Rzeszowa autorstwa Darii "Dariusza" Duczek:


 Taaa... wyjeżdżamy o 7:00 we mgle, trochę błądząc, ale docieramy do celu! Na foto - ja i Patrycja :)



 Po skończonym szkoleniu, głodne i nieco zmęczone odnajdujemy super knajpkę - i w końcu wyczekiwany obiad!


Najlepsze mojito, jakie piłam - bez kitu! :)


Chyba najbardziej zainteresował nas jubiler, gdzie były taaakie cudeńka w taaakich świetnych cenach!




Pora wracać, ale humory dopisują. Do czasu, aż po odjechaniu ze stacji benzynowej doszło do nas, że nie zatankowałyśmy :) Czyli kolejne kilometry w stresie, ale kto da radę, jak nie my?! Poniżej szalona pani kierowca Anna i śpiąca (a nie wygląda, no!) Daria :)


 Niedziela minęła w zaskakującym tempie, ja pierwszy raz mam hybrydy na paznokciach i wiem już, że nie ostatni, bo to super sprawa :)

Jendak! Znając mnie i moje uwielbienie jasnych paznokci w jednym kolorze, postanowiłam zmienić ich kolor na ukochany beż. I tak też się stało - tadaaam!


Jestem z nich BARDZO zadowolona, paznokcie są mocne, nie łamią się i wyglądają mega elegancko.

A jak Wam się podobają takie "gady" na paznokciach? :)

Golden Rose po raz drugi...


...czyli o bracie lakierowego ideału z poprzedniego postu ;)

Długo nie wytrzymałam z małym odpryskiem na wskazującym palcu, więc postanowiłam wypróbować drugi z zakupionych ostatnio lakierów z serii Rich Color - mowa tutaj o odcieniu nr 05.


Odcień co prawda piękny, ale trudny. Dlaczego? A no dlatego, że jest to jeden z tych cwaniaków, co to zmieniają się pod presją "otoczenia" :)
Raz widzimy piękny beż, wręcz idealny nude, po czym zmieniamy oświetlenie, kąt patrzenia i już nie jest to "to". Wyraźnie można zauważyć fioletowe tony, co jednak nie odbiera mu uroku. Nie zaprzeczam, że jest to tak czy inaczej kolor śliczny. Bo jest.


Jednak pojawia się kolejny problem. W przeciwieństwie do poprzednika, 05 nie jest tak trwały. Już następnego dnia po malowaniu na dwóch paznokciach zauważyłam małe odpryski. Niby nic, ale szpeci. Byłam zmuszona zmyć lakier i w tej chwili maluję już paznokcie moim lakierowym ideałem z poprzedniej notki ;)





A Waszym zdaniem - który odcień ładniej się prezentuje? :)

Lakierowy ideał...


...czyli kolejne 2 powody, dla których kocham Golden Rose miłością dozgonną! :)


Całkiem przypadkiem, w czasie przeglądania Waszych blogów, natknęłam się na 2 cudowne lakiery z linii Rich Color. Początkowo bardzo spodobał mi się odcień 05, jednak kiedy zobaczyłam, jak na paznokciach prezentuje się nr 52 - przepadłam.


Są to już któreś z kolei lakiery GR w mojej "skromnej" kolekcji (o tym wkrótce). Z każdego z nich jestem BARDZO zadowolona. Na moich paznokciach, które narażone są na zniszczenia mechaniczne (klawiatura, obicia np. o biurko) oraz chemiczne (płyny do naczyń itp.) trzymią się ok. 4 dni praktycznie bez jakiegoś większego uszczerbka. Dodatkowo szeroki pędzelek sprawia, że nie musimy się namęczyć, żeby szybko i sprawnie zaaplikować lakier na paznokcie. Ode mnie jeszcze duży plus za brak smużenia!


Aktualnie na moich paznokciach gości odcień 52. Jest to PRZEPIĘKNY blady róż, bez shimmera czy perłowego połysku (za którymi nie przepadam). Na zdjęciu powyżej może wydawać się, że jest on biały, jednak jest to wina oświetlenia, a raczej jego braku (pochmurna aura zepsuła efekt). Tutaj nałożone mam 2 cienkie warstwy, jednak już jedna daje fajny efekt i dobre krycie. Paznokcie prezentują się elegancko i dziewczęco zarazem. Dodam, że cena w sklepie stacjonarnym Golden Rose to 6,90 zł. Można spotkać je jednak w niższych cenach w osiedlowych drogeriach (ok. 5 zł) :)




Kolejny w kolejce do malowania jest oczywiście 05 ;)

*w tle możecie zobaczyć moją ukochaną kropeczkową pościel z IKEI ;)




Oraz w bonusie - kolejna zdobycz z mojego fioletowo-białego uzależnienia ;)


Wianek, kula - OBI, serducho - PEPCO, półka - IKEA.


Essence Fast Cuticle Remover...


...czyli o szybkim sposobie na uciążliwości paznokciowe :)

Od czasu, kiedy zdjęłam żele minęło już dość dużo czasu i chciałam zadbać o stan moich skórek. Przeszukałam mnóstwo blogów, przejrzałam wizaż i padło na Essence. 

Za produkt o pojemności 8 ml płacimy 7,99 zł (cena regularna). 
Tak prezentuje się buteleczka:






Jak widzimy prezentuje się zacnie :) Dobrym rozwiązaniem jest zastosowanie aplikatora z gąbeczką (tak, jak w błyszczykach), chociaż nie wiem, czy nie lepiej sprawowałby się pędzelek. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona z efektów, jakie daje. Producent zaleca nakładanie preparatu na 15 sekund, co jest wystarczającym czasem do zadziałania produktu. Ja jednak trzymam go na skórach trochę dłużej, po czym z łatwością odsuwam je silikonowym kopytkiem. Zawsze miałam problem z usuwaniem, a wręcz zdrapywaniem skórek z płytki paznokci. Dzięki produktowi Essence takie sytuacje nie mają już miejsca a manicure stał się o wiele przyjemniejszy :)

Z mojej strony każdemu mogę polecić Fast Cuticle Remover z czystym sumieniem!

Z pazurem...


...czyli kobieta z pazurem, a nawet pazurami ;)

W środę miałam ogromną przyjemność modelować dziewczynom ze studia Obsession przy tworzeniu żelowych paznokci.



W swoim życiu 3 razy kombinowałam poważnie z paznokciami. Pierwszy raz - akryle, potem dwa razy żele. Stwierdziłam jednak, że przy moim trybie życia (wtedy technikum informatyczne, czyli milion godzin pisania na klawiaturze + w dodatku WF) taka opcja nie sprawdza się w ogóle. Teraz, kiedy moje paznokcie mają lżej ;) bardzo zainteresowała mnie propozycja Darii Duczek z bloga http://dariaduczek.blogspot.com/ a prywatnie mojej znajomej, która szukała długiej płytki paznokciowej, na której mogłaby przećwiczyć french przed mistrzostwami. No i stało się - mam żele! :)

(fot. Anna Moj - Kowalska)

Daria wykazała się mega cierpliwością, perfekcyjnością, przy czym nie traciła optymizmu (no, może poza kwestią "tuneli" :) ). Ja osobiście robiąc takie coś, co wymaga dokładności i zegarmistrzowskiej precyzji, pewnie zniechęciłabym się po pierwszym paznokciu. Jednak widać, że Darii sprawia to wiele radości, ot taka praca twórcza :)
Po kilkunastokrotnym wsadzaniu łap pod lampę, mogłam cieszyć się efektem końcowym. A oto i on...



(fot. Daria "Dariusz" Duczek)

Mnie efekt baaardzo zadowala, chociaż muszę przyznać, że takie kwadraty skutecznie uniemożliwiały mi korzystanie z telefonu, a także inne tego typu czynności. Złapałam więc za pilnik i przerobiłam kwadraty na migdały, to po prostu "mój" kształt :)

(tutaj jeszcze przed "dopracowaniem", więc widoczne są nierówności)


Ania też dzielnie walczyła, jak widać humor dopisywał nam wszystkim.

(fot. Daria "Dariusz" Duczek)

Z tego miejsca chcę podziękować kobitkom z Obsession za miłą atmosferę i świetnie wykonaną pracę! :)

Paznokcie...


...czyli o chwili dla siebie :)

Kilka postów niżej dostałam prośbę o zrobienie notki na temat moich paznokci. Czy jest w nich coś szczególnego? Myślę, że nie ;)

Zacznę może od tego, że od zawsze moim problemem były BARDZO łamliwe, cholernie miękkie i do tego rozdwajające się paznokcie. Nigdy nie dałam rady zapuścić nawet kilku milimetrów, bo co chwilę któryś się łamał i całą resztę musiałam spiłować (tak, jestem perfekcjonistką, więc paznokcie muszą być zawsze idealne ;) ).
Wypróbowałam dziesiątki odżywek, od bardzo tanich po droższe, jednak nigdy nie znalazłam ideału, który sprawiłby, że paznokcie odżyją. Nie wierząc już w żadne "magiczne" odżywki, dałam szansę Eveline 8w1. I to był strzał w dziesiątkę :)

A to moja armia do dzisiejszego boju:



Oto jak dzisiaj, po wielu miesiącach walki, wyglądają moje paznokcie. Wiem, nie są długie, ale to wszystko dzięki mojej nieuwadze - złamałam paznokieć na wskazującym palcu i inne musiałam spiłować :( Tak więc poniżej możecie zobaczyć "nagie" paznokcie, świeżo po zmyciu borowego lakieru.


Pierwszym krokiem (wszystko opisuję według siebie, taka kolejność jest dla mnie najlepsza) po umyciu rąk ciepłą wodą z mydłem jest odsunięcie skórek radełkiem, a dokładniej jego gumową końcówką.

Drugi krok to w moim przypadku wyrównanie powierzchni paznokcia specjalnym bloczkiem (ja mój kupuję w sklepie z artykułami fryzjerskimi oraz do manicure). Wyrównane paznokcie piłuję teraz ulubionym pilnikiem (gruby, papierowy) i nadaję im odpowiedni kształt.


W tym momencie zazwyczaj albo wycieram paznokcie w szmatkę, albo płuczę ręce - żeby pozbyć się pyłu po polerowaniu.

Kolejny etap to nałożenie odżywki. Jak wcześniej wspomniałam - moja ukochana to Eveline 8w1, ale wcześniej używałam Joko 3w1, która również dawała radę (stosowałam ją jako bazę i top coat).


Skoro mamy nałożoną odżywkę, czas już tylko na lakier :) Na dziś wybrałam sobie świeżo upolowany na Rossmannowskiej promocji lakier Eveline miniMAX w odcieniu nr 833. Niestety jak wiecie mój aparat nie potrafi złapać odpowiedniego koloru... Aczkolwiek, różnica nie jest aż tak rażąca ;)


Na koniec, gdy mam już pewność, że lakier jest całkowicie suchy, smaruję ręce kremem do rąk - najbardziej skupiam się na skórkach, w które delikatnie wmasowuję krem.

I to drogie panie, byłoby na tyle - żadnej filozofii "nie uprawiam" :)

Teraz można już cieszyć się zadbanymi dłońmi, bo pamiętajmy - jest to wizytówka każdej z nas!