Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pierre Rene. Pokaż wszystkie posty

Big Bang od MIYO...


...czyli o nowościach błyszczykowych w mojej kosmetyczce :)


Zaciekawiły mnie już dawno. Potem, gdy zdecydowałam się już na zakup, zamknęli jedyną drogerię w okolicy, w której były dostępne. Przeczytałam kilka recenzji i zdecydowałam się na 2 odcienie.

Pierwszy z nich to 03 Bad Woman.




Nie potrafiłam uchwycić jego dokładnego koloru na ustach, jednak jest taki, jak w opakowaniu. Bardzo dobrze się rozprowadza, nie tworzy smug, fajnie kryje. To takie połączenie fuksji z Barbie pink :)

Drugi odcień to 08 Kill Girl




Jak widać bardziej wpada w łosoś. Na żywo kolor jest bardziej intensywny. Ten odcień chyba bardziej przypadł mi do gustu. Tak samo jak Bad Woman dobrze kryje i "zjada się" stopniowo, nie tworzy nieestetycznych bruzd.

Jedyne, co mogę im zarzucić, to fakt, iż przy grubszej warstwie mogą tworzyć się "błyszczykowe zajady" w kącikach ust (potocznie mówiąc - lubi zbierać się w kącikach, niestety...).

Do plusów z kolei mogę dodać jeszcze to, że absolutnie nie wysusza, powiedziałabym nawet, że nawilża i tworzy taki miły efekt "woskowych" (?) ust.


Powyżej porównanie obu odcieni. Po lewej Bad Woman, po prawej Kill Girl.

Koszt błyszczyka to ok. 8,49 zł. Możemy znaleźć je w małych drogeriach, na allegro lub w sklepach internetowych. Myślę, że za taką cenę otrzymujemy bardzo dobry produkt. Należy tylko znać umiar w jego stosowaniu, bo o przedobrzenie w tym przypadku bardzo łatwo!

Pierre Rene Skin Balance...


...czyli o przypadkowym spotkaniu i miłości od drugiego "użycia" :)


Przedstawiam Wam produkt, który swoim działaniem zachwycił mnie od pierwszego użycia. Wierna Rimmelowi Stay Matte (recenzja tutaj), zrobiłam "skok w bok" ;)

Pierwszy zakupiłam odcień nr 24 o nazwie Beige. Okazał się jednak odrobinę zbyt ciemny. Skorzystałam więc z promocji -40% w Naturze i wybrałam odcień jaśniejszy - nr 23 o nazwie Nude. Połączenie obu odcieni jest dla mnie najlepszą opcją ;)

Plusy:
+ krycie!
+ efekt Photoshopa (PR + sypki pudek MySecret i mamy buzię idealną)
+ matowienie
+ trwałość
+ wydajność (jedna pompka wystarczy na pokrycie całej twarzy)
+ ciężka, szklana buteleczka z pompką



Minusy:
- konsystencja (osobiście wolę gęste podkłady)
- paleta kolorów (wybrałam 2 najmniej różowe odcienie, pozostałe według mnie wpadały w różowe tony)
- dostępność (internet i Drogerie Natura + może jakieś mniejsze drogerie)


Dla zainteresowanych - opis producenta (warto powiększyć):



Na pierwszy rzut oka widać, że opakowania różnią się od siebie. Nowa szata graficzna jest moim zdaniem bardziej elegancka i daje wrażenie kosmetyku profesjonalnego.



A tutaj już możecie zobaczyć, jak prezentują się oba odcienie i jak świetne krycie dają!





Niby mamy tutaj tylko jeden numerek różnicy, jednak już w opakowaniu widać, że różnica w odcieniach jest spora.




Cena regularna w szfie Natury to 24,99 zł, na stronie producenta 20,99 zł, a w promocji -40% wychodzi 14,99 zł.

Moja ocena? 5/5! :)